blogowanie, osobiste

Podsumowanie 2016 roku

Pięć dni temu witaliśmy nowy rok. Przy tej okazji postanowiłam zatrzymać się i spojrzeć na ubiegły rok z lotu ptaka (wpis zaczęłam pisać prawie tydzień temu, ale dopiero teraz udało mi się go opublikować). Jak zauważyliście (jest tu jeszcze ktoś? :)), w tym roku było mnie mniej, zwłaszcza od wakacji. Niżej opowiem, czemu zniknęłam na tak długo i co się u  mnie działo prywatnie oraz blogowo.

 

Co przyniósł rok 2016?

 

Poznanie swoich potrzeb

Ten rok (podobnie jak poprzedni) minął mi głównie pod znakiem zmęczenia. Pierwszą połowę zdominowały choroby dzieci oraz bolesne ząbkowanie Piotrka, które trwało miesiąc. Dzięki temu zaczęłam coraz lepiej dostrzegać swoją potrzebę odpoczynku oraz czasu dla siebie samej – nie spędzonego na sprzątaniu, ogarnianiu zaległości czy bloga. Uświadomienie sobie jej było już krokiem naprzód. Teraz uczę się powoli dopuszczać ją do głosu – zauważać ją, mówić o niej mężowi, planować czas wolny bez dzieci i spędzać go bez poczucia winy, że „się obijam” (bardzo bliskie jest mi to, co napisała Kameralna o odpoczynku).

 

Projekty kartonowe

Mimo zmęczenia zrobiłam kilka rzeczy z kartonu. Dzięki pomocy męża (oraz zaprzyjaźnionej opiekunki) udało mi się dokończyć duży i piękny projekt, czyli litery na wesele jednej z czytelniczek bloga. Bez pomocy innych byłoby mi bardzo trudno. Na szczęście Marcin bardzo mnie wspiera 🙂

 

Zrobiłam też kilka mniejszych rzeczy, których jeszcze nie pokazywałam na blogu.

 

Wyjazd rodzinny

Oboje z Marcinem po raz kolejny przekonaliśmy się, że nawet krótkie wyjazdy pomagają nam oderwać się od codziennej rutyny i bardzo wypocząć. W tym roku wakacje spędziliśmy w domu i z moją rodziną, podczas gdy mąż pracował. Ale dwa razy udało nam się wyjechać na weekend. Wspaniale wspominam nasz rodzinny wyjazd w maju. Pojechaliśmy z dziećmi do drewnianego domku pod lasem. Poranki spędzaliśmy na tarasie z herbatą, podczas gdy dzieciaki bawiły się w piasku. W tle łąka i las, cisza, spokój. Posiłki jedliśmy na zewnątrz. Były to tylko 3 dni, ale spędzone w ciszy, z dala od miejskiego hałasu, zapachów i betonu. Byliśmy też nad morzem, po długim spacerze w lesie sosnowym, na wydmach oraz odwiedziliśmy położony nieopodal pałac, w którym odbywały się właśnie międzynarodowe zawody jeździeckie. Ta zmiana otoczenia, trybu życia, czas spędzony niespiesznie, ale aktywnie bardzo nas odświeżył.

 

Powiększenie rodziny

W wakacje dowiedzieliśmy się, że czekają nas piękne – i trudne zarazem – zmiany. Pod moim sercem pojawił się nowy maluszek, na którego nadal czekamy. Za około 2 miesiące będziemy mogli zobaczyć naszą córeczkę. Natalka bardzo się cieszy, że ma siostrę.

Ja natomiast, poza radością, miewam też trudniejsze emocje, bo… nie jest łatwo. W I trymestrze dokuczały mi senność i mdłości, często też robiło mi się słabo. Było to o tyle trudne, że cały czas miałam pod opieką dzieci (4 lata i 1,5 roku). Piotrek na szczęście nauczył się chodzić, co przyjęłam z dużą ulgą – ale nadal był bardzo do mnie przywiązany. Dużym wyzwaniem było zakończenie karmienia, które było wtedy już bardzo męczące, zwłaszcza w nocy. Niezastąpiony okazał się mąż. Nauczył Piotrka zasypiać samodzielnie i pomógł mu przetrwać tę trudną dla niego zmianę. I tak synek zaczął przesypiać noc (hurra!).

Od II trymestru towarzyszą mi bóle, zmęczenie, słaba kondycja. To jest ta jedna strona medalu, która sprawia, że mało robię, sporo leżę, a wieczorami nie udaje mi się dużo zdziałać. Nawet pomysłów mam mniej. Z drugiej strony czuję ruchy małej, nawet jej czkawkę; cieszę się, że wszystko z nami w porządku. I powoli szykujemy się na narodziny małej dziewczynki.

 

Zmiany w mieszkaniu

W tym roku zabraliśmy się poważniej za uporządkowanie przestrzeni wokół nas. Wprowadziliśmy się tutaj 2 lata temu, niedługo przed narodzinami Piotrka, i wciąż męczyło mnie wrażenie, że jesteśmy „zawaleni” rzeczami, a mieszkanie jest nie do końca dopasowane do nas. Ale podjęliśmy wyzwanie i małymi krokami udało nam się pozbyć wielu zbędnych przedmiotów. Dużo rzeczy oddaliśmy znajomym lub do pojemników PCK, trochę sprzedaliśmy. Co zyskaliśmy? Więcej przestrzeni, mniej sprzątania, więcej czasu na inne sprawy. Ja czuję się bardziej u siebie. I mam ochotę na więcej (czyli mniej)! Znacznie zmniejszyłam też liczbę zabawek w pokoju dzieci. Dzięki temu maluchy zyskały więcej miejsca na zabawę i chętniej tam przebywają. Bardzo pomogły mi w tym warsztaty oraz blog prowadzone przez Kasię (Kukumag), które bardzo polecam.

Zrobiliśmy też prosty remont sypialni – pomalowanie ścian i szafy, zmiana zasłon na dużo jaśniejsze bardzo odświeżyło naszą przestrzeń. Teraz lepiej nam się tu wypoczywa.

 

Czego nauczyłam się w 2016 roku?

 

  • Pozwalać sobie na odpoczynek

Nie przychodzi mi to w sposób naturalny (na razie!). Często mam wyrzuty lub przynajmniej lawinę myśli o tym, co jeszcze „trzeba” zrobić. Jednak od początku ciąży postanowiłam, że przed porodem i opieką nad kolejnym maluszkiem muszę przede wszystkim odpocząć.  To mój priorytet. Dzięki zrozumieniu i pomocy męża udaje mi się to realizować.

 

  • Odpuszczać swoje plany bez frustracji

Miałam dużo planów, szczególnie w kwestii blogowania. Planowałam więcej tworzyć, więcej pisać. Chodziły mi po głowie różne projekty. Jednak większości nie doprowadziłam do końca (ani nawet nie zaczęłam), ze względu na zmęczenie. W tym roku jestem dla siebie odrobinę bardziej wyrozumiała. Odpuściłam wiele rzeczy. Wraz z nastawieniem na odpoczynek spowodowało to długą ciszę na blogu. Na pewno ucierpiała na tym ilość wpisów, ale ja czuję się spokojniejsza. Jednak nadal nie planuję zamykać bloga.

 

  • Bardziej akceptować siebie

Od kiedy mój mąż zainteresował się rozwojem osobistym, poznałam kilka narzędzi, które pozwoliły mi spojrzeć na siebie trochę inaczej. Książka „Rób to, do czego jesteś stworzony” uświadomiła mi na przykład, że nie lubię podlegać schematom (nie lubię słów „trzeba”, „powinno SIĘ”, etc), lubię tworzyć manualnie, żyję „tu i teraz” (w przeciwieństwie do Marcina, który umie sięgać wzrokiem dużo dalej w przyszłość i inspirować do zmian). Bardziej zaakceptowałam swój introwertyzm. Zamiast obwiniać siebie, zaczęłam rozumieć, że te cechy to część mojej osobowości. Zrobiłam również test Gallupa, żeby poznać swoje mocne strony (więcej na ten temat mówią w swoich podcastach Michał Szafrański i Ariadna Wiczling; jej gość, Dominik Juszczyk, prowadzi bloga poświęconego rozwojowi talentów). Pomogło mi to spojrzeć na siebie w sposób bardziej obiektywny i zobaczyć pewne cechy z innej strony. Dzięki temu… bardziej siebie polubiłam 🙂

Innym źródłem, z którego czerpię, są audycje Marcina i Moniki Gajdów – znanych psychoterapeutów – oraz ich książka „Rozwój. Jak współpracować z łaską„. Dzięki nim zaczęłam rozumieć, że nie jestem skazana na natłok myśli, który mi często towarzyszy – że mogę i powinnam je wybierać; że uczucia chcą mi coś ważnego powiedzieć i nie powinnam ich tłumić, a jednocześnie nie muszą mną kierować.

 

  • Lepiej ustalać priorytety

domek peppy diy, z kartonu

Dzięki Pani Swojego Czasu (szczególnie jej webinarom) zaczynam akceptować fakt, że nie ogarnę wszystkiego, co bym chciała. Zwłaszcza z małymi dziećmi, które są ze mną cały czas. Często muszę wybierać, co robić w danym momencie – czy jest to zmywanie naczyń, czy jednak bardziej zależy mi na pracy z kartonem albo rozmowie z mężem. Bardzo pomogło mi to znaleźć czas na zrobienie kartonowego domku Peppy, który był dla Natalki moim prezentem pod choinkę (możesz zobaczyć więcej zdjęć na moim fanpage’u). Łatwiej było mi ustalać priorytety – dzięki temu zdążyłam 🙂

 

 

A jak Ty oceniasz ubiegły rok? Czegoś się nauczyłeś, czegoś ważnego doświadczyłeś? Podziel się swoim rokiem 2016! Jestem bardzo ciekawa 🙂 Czekam na Twoją odpowiedź w komentarzu!