osobiste, Uncategorized

Co blogowanie zmieniło w moim życiu?

Dzieci śpią – oboje, naraz. Niespodziewanie. Czym prędzej siadam więc do komputera, aby krótko napisać Wam o tym, co mi daje blogowanie. Tym samym dołączam do Wyzwania blogowego, prowadzonego przez Ulę na jej blogu Sen Mai.

POCZĄTKI

Był rok 2013. Po kolejnej przeprowadzce zamieszaliśmy w pięknym mieszkaniu, ale nie mieliśmy szafy na ubrania, ani pieniędzy na zakup. Postanowiłam sklecić coś z kartonu, tzw. prowizorkę. Zerknęłam do internetu, bo a nuż znajdę jakąś podpowiedź. I tak trafiłam na (francuskie) blogi o robieniu kartonowych mebli. Pięknych! Wytrzymałych. Stabilnych.
Tak rozwinęła się moja nowa pasja. Kartonowanie. Wciągnęła i pochłonęła. Łączyłam ją z opieką nad roczną Natalką. A tymczasem mój mąż, początkowo (chyba) sceptyczny, zaczął mnie namawiać: „Załóż bloga! Jesteś w tym świetna! Widać, że Cię to pasjonuje! Pokaż to innym!„.
Czy się bałam? Jasne! „Ale ja nie umiem! Nie dam rady. I tak ledwo ogarniam dom, dziecko i kartonowanie. Nie, to bez sensu„. Ale Marcin nie odpuszczał. I przekonał mnie :). Tak rozpoczęła się moja kolejna przygoda – z blogowaniem

PO CO MI TEN BLOG? 


Początkowo był bardziej pamiętnikiem. Chciałam pokazać innym, jaki potencjał ma w sobie karton, a z drugiej strony wstydziłam się pokazać komuś bloga. „Bo taki nieładny, bo jeszcze trzeba zmienić to i tamto, bo potem będę lepiej pisać, bo takie brzydkie zdjęcia, bo ojejku-czy-ja-dam-rade, jak już będą stali czytelnicy, oczekujący nowych wpisów”. Szkoliłam więc warsztat, coraz chętniej poszerzając wiedzę o blogowaniu. Bardzo pomogły mi w tym Ula Phelep oraz Beata
I w końcu się przełamałam. Po roku blogowania wzięłam udział w Wyzwaniu u Uli – na bloga zajrzało wiele nowych osób. Był to dla mnie ważny krok, bo odważyłam się pokazać siebie nieznanym osobom, wystawić na ocenę. I zyskać szansę na poznanie nowych osób (wiecie, że jestem dość nieśmiała?). Mam wrażenie, że zaczęłam odkrywać w sobie więcej możliwości niż myślałam, że mam.

Podjęłam nowe wyzwania. Jakie? Odważyłam się stanąć przed kamerą. Rezultaty już wkrótce na blogu! 🙂 Już nie mogę się doczekać!

Zaczęłam planować, rozpisywać cele i pomysły. Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że zacznę organizować się z notesem w ręce, nie uwierzyłabym.

Z drugiej strony z moich planów na razie wychodzi bardzo mało. Regularność wpisów cierpi mocno – macierzyństwo w połączeniu z blogiem uczą mnie elastyczności i pewnej pokory wobec dnia codziennego, odpuszczania swoich planów, bo przecież nie chodzi o to, żeby pisać za wszelką cenę. A o te pokorę mi trudno…

Poznałam podstawy fotografii, dowiedziałam się, co to jest przysłona, czas otwarcia migawki i tryb manualny. Owszem, do dobrych zdjęć jeszcze długa droga, ale najważniejsze, że się na niej znalazłam :).

Uczę się też wytrwałości. Opieka nad dwójką maluchów poniżej 3 lat jest wyzwaniem samym w sobie. A do tego się babie bloga zachciało! 🙂 Mam więc chwile zwątpienia, czy dam radę, czy ma sens siedzenie po nocach, żeby napisać nowego posta. Ale nie chcę się poddawać. Bo to lubię 🙂

W końcu poznaję też wiele ciekawych i bardzo inspirujących osób, mnóstwo wartościowych blogów. Czerpię stamtąd inspiracje do swoich prac, do zmian w domu, w kuchni. Tam szukam przepisów i nowych projektów DIY (które uwielbiam).

A Wy, co myślicie o blogowaniu? 

P. S. Tego posta pisałam na przestrzeni kilku godzin. W międzyczasie zmieniłam pieluchy, nakarmiłam dzieci, siebie, zrobiłam obiad, odgrzałam go, porozmawiałam z bratem na temat ważnego wyjazdu. A posta dokończyłam tylko dzięki pomocy męża, który właśnie wrócił do domu i zajmuje się Piotrkiem. Uff… Mam chwile zwątpienia, czy dam radę dalej. Ale uczę się nie poddawać emocjom, tylko szukać rozwiązania. I iść do przodu. To ważna nauka 🙂