osobiste

Czego nauczyłam się w ostatnim miesiącu?

Takie pytanie postawiła przed nami Ula w czwartym dniu Wyzwania. Nie chcę przedłużać, więc od razu przejdę do konkretów. Bo sporo w tym czasie się działo, a skoro się działo, to miałam okazję nauczyć się czegoś nowego – jak to zawsze w życiu.
FOTOGRAFIA

Dzięki Natalii (zwącej siebie Rudą) powoli dojrzałam do myśli o tym, żeby zaprzyjaźnić się ze strasznie obco brzmiącymi terminami, takimi jak ISO, przesłona, balans bieli… I powoli poznawać tryb manualny. Ło matko! Jedyny problem – brak aparatu. Miałam tylko mały, kompaktowy, gdzie nie mogłam znaleźć tych wszystkich parametrów. 
Ale nasz bliski przyjaciel pożyczył mi aparat z zupełnie innej półki. Nie lustrzankę, ale oto stanęły przede mną nowe możliwości. I zaczęłam się uczyć, czyli poznawać podstawy podstaw. I czuję się w tym coraz pewniej. A że podobno tylko pierwsze 10 000 zdjęć jest trudne, potem idzie z górki, to… na pewno jestem na dobrej drodze :). 
Próbowałam np. bawić się ostrością. Jak na tych zdjęciach. Począwszy od tego wyżej do dwóch poniższych, gdzie kwiatek powoli się rozmywa i ustępuje ścianie.
 
Kilka linków godnych polecenia: 
1) blog Natalii Jest rudo
2) blog Doroty Kameralna
3) blog Karoliny Żyj Kochaj Twórz
4) strona Szeroki kadr (ten odkryłam dopiero kilka dni temu)
CIERPLIWOŚĆ
Dzisiaj próbowałam opowiedzieć mężowi jeden z genialnych obrazków pokazanych przez Magdę. „Trzeci trymestr? Kiedy coś spada Ci na podłogę, a Ty odwracasz się i wychodzisz, mamrocząc pod nosem: „Chrzanić to”. Nie zrozumiał. Owszem, nie umiem opowiadać kawałów. Ale od miesiąca odnajduję się w tym doskonale. Mamuszka również wie, o co chodzi 🙂
Uczę się funkcjonować z bólem, skurczami, ciągłym pytaniem „Czy to już dziś?” (dwa tygodnie temu byliśmy już w drodze do szpitala, ale skurcze ustały). Zmienia mi się perspektywa, jak na tych zdjęciach. Co innego wychodzi na pierwszy plan. Ciągle na nowo uczę się rozumieć 2,5-letnią Natalkę w jej buntach i fochach, kiedy zupełnie nie rozumie, jak się czuję. Opanowywać łzy (tak!), kiedy wciągam wózek z zakupami na 3 piętro albo coś leci mi z rąk po raz n-ty w ciągu 5 minut (patrz wyżej) i znów mam dylemat: „podnieść czy zostawić?”. Albo kiedy Pani w poczekalni zachwyca się brzuszkiem i nie może zrozumieć, że taka aspołeczna jestem i nie pogadam. 
– Piękny ma Pani brzuszek! Taka piłeczka 🙂 
– [wdech – wyyydech, wdech – wyyyydech]
– O, chyba się rusza? 
– Nie, mam skurcz… [wdech – wyyyydech]
– Bo wie Pani, ja uwielbiam dzieci 🙂 Zazdroszczę, że ja już nie mogę. Ale Pani się nie martwi, będzie dobrze. 
– [wdech – wyyyydech… uff… przeszło. Czy ja wyglądam na zmartwioną?]
Wczoraj obróciłam się z boku na bok, leżąc w łóżku i… musiałam po tym odpocząć (!). Na szczęście to już ostatnie dni (tak, tak, będę dalej kurczowo trzymać się tej myśli!). I ten czas, od kiedy Mały już się ustawił do wyjścia na świat (to już 2 tygodnie), a dalej nic się nie dzieje, jest dla mnie ogromną szkołą cierpliwości i pokory. 
Pewnie mogłabym jeszcze napisać i pewnie jutro przypomni mi się, że o czymś zapomniałam. Ale cóż, czas iść spać. A nuż to już dzisiaj..? 😀
A może Wy możecie polecić jakieś linki, kursy, blogi o fotografii dla początkujących? Będę wdzięczna 🙂 

Pozdrawiam!