osobiste

Na Mazurach

mazury-2Bplaza

Ruszyliśmy. Uff, nie było czym oddychać! Otarłam dłonią czoło. Dzieci w końcu zasnęły, a pot spływał im po skroniach. Próbowaliśmy przetrwać żar i – jak zwykle – podróż spędzaliśmy na rozmowie. Uwielbiamy te rozmowy w aucie 🙂

Tak wyglądał nasz powrót z wyjazdu na Mazury. W małym aucie zapakowanym po dach, bez klimatyzacji, z chorym niemowlakiem i trzylatką, w 32-stopniowym upale. Mimo to (prawie do końca) czerpaliśmy z niej przyjemność. Lubimy podróżować. A wyjazd był bardzo udany.

Wakacje na Mazurach

Od dawna byłam ciekawa, jak wygląda Kraina Tysiąca Jezior. W tym roku wybrałam się tam po raz pierwszy. Był to rodzinny wyjazd na kilka dni, z daleka od miasta, w domkach holenderskich położonych kawałek od wioski pod Ełkiem. Nie byliśmy nastawieni na zwiedzanie ani jeżdżenie, a na wspólne spędzenie czasu z bliskimi.

Już w trakcie podróży widać było wyjątkowy charakter tego regionu. Mijaliśmy niezliczoną ilość jezior. Większość miała brzeg zarośnięty trzciną. Czasami jednak widać było plażę. Często w oddali bielały żagle albo stała samotna łódź. Dużo małych domków. Wiele z nich nastawionych na letników.

Dni spędzaliśmy bez pośpiechu. Krótki spacer lasem – i już byliśmy nad jeziorem. Na podwórku drewniana huśtawka z ławką, przed każdym domkiem altanka. Wieczorem grill lub ognisko, gitara. W ogródku młoda marchewka, sałata, ogórki. Świeże, chrupiące. Wyśmienite!

Cisza, spokój. Czasami tylko w oddali przejechał pociąg. Na pobliskim polu chadzał bocian. Takie oderwanie od miejskiego gwaru, pośpiechu i obowiązków, od internetu i natłoku informacji był mi bardzo potrzebny. Z aparatem w ręce starałam się łapać chwile, kadry, uśmiechy.

Co zobaczyć w Ełku?

Pogoda bardzo dopisała. Trafił nam się jednak pochmurny dzień. Dzięki temu zapraszam Was na krótką i spokojną wycieczkę do Ełku. Widzianego moimi oczami.

Miasteczko jest stosunkowo nieduże. Położone nad jeziorem, które wkomponowało się w jego topografię. Do wybranych miejsc doszliśmy spokojnym spacerowym tempem (z dziećmi). Urzekły mnie kolorowe fasady mijanych domów przy jednej z większych ulic i klimat takiego niewielkiego miasteczka.

Po dłuższym pobycie na placu zabaw chcieliśmy się przejść. Dowiedzieliśmy się, że nie ma Starówki. Postanowiliśmy wybrać się na lody i zobaczyć katedrę.

Kawiarnia. Nie pamiętam nazwy, ale trafiliśmy na bardzo nastrojowe miejsce. Lody, kolorowe lizaki. Na oknach przeróżne kawiarki, pobielane skrzynki. Na kolorowych ścianach czarno-białe zdjęcia włoskich uliczek. Każdy z tych elementów bardzo mi się podobał.

Katedra jest stosunkowo młoda. Ma nieco ponad 100 lat. Wystrój przypominający gotyk – strzelisty, wysoki. Obok dobudowana kaplica z pięknymi witrażami. Jasna, wysoka. Rozświetlona.

Wracaliśmy promenadą ełcką, czyli deptakiem nad jeziorem. Bardzo ciekawe miejsce, które odkryliśmy na sam koniec. Wiele knajpek i lokali, widok na jezioro. Zdziwiła mnie wysoka drewniana rzeźba. Po powrocie doczytałam, że są to prace artystów rzeźbiarzy, przedstawione w Międzynarodowym Plenerze Rzeźbiarskim w 2010 r. Przedstawiają władców Polski.

A Wy gdzie byliście w tym roku? Odkryliście jakieś nowe miejsce? Podzielcie się koniecznie w komentarzu.