osobiste

Gdybym miała 100 tys. zł…

Witajcie!

Ula po raz kolejny zaproponowała 5-dniowe Wyzwanie blogowe. Postanowiłam wziąć udział i tym razem, choć nie wiem, czy dam radę wytrwać do końca. A nuż synek zdecyduje się w końcu wyjść 🙂
Co bym zrobiła, gdyby na moim koncie bankowym znalazło się 100 tys. zł? Po pierwszym szoku i sprawdzeniu, czy to na pewno pieniądze dla nas, zaczęlibyśmy myśleć, jak je rozsądnie zainwestować. Tak, żeby zaczęły dawać stały dochód, który można by inwestować dalej. Może rozważylibyśmy kupno małego mieszkania na wynajem (ale to raczej za mała kwota). Może spłacilibyśmy kilka rat kredytu mieszkaniowego. Zapewne kupilibyśmy też kilka potrzebnych rzeczy, na które zawsze trudno znaleźć środki – m.in. chustę do noszenia Maluszka, który szykuje się do wyjścia na świat! 🙂
A raczej zainwestowalibyśmy w siebie. Marcin założyłby firmę, o której myśli od jakiegoś czasu, spłaciłby swój kurs językowy. Ja kupiłabym aparat fotograficzny, żeby robić coraz lepsze zdjęcia na bloga (SWOIM aparatem), i pewnie zapisałabym się na kurs z podstaw fotografii. 
Może rozważyłabym wyjazd do Francji, aby tam wziąć udział w szkoleniu w zakresie robienia mebli z kartonu. Czemu Francja? Bo to tam właśnie tworzenie z kartonu jest tak rozpowszechnione, tak rozwinięte, tak powszechne! Czemu z kartonu? Bo o tym właśnie jest mój blog :), tym zajmuję się, na ile siły mi pozwalają. 
Ale to tylko marzenia. Nie spodziewamy się żadnego spadku ani prezentu. Zmagamy się więc z trudnościami dnia codziennego. I uważam, że chociaż jest to trudne, to jednak inspiruje do ciągłego poszukiwania rozwiązań. Rozwija kreatywność. Gdybym miała 100 tys. zł, pewnie nigdy nie pomyślałabym, żeby zrobić mebel z kartonu (a powód był banalny – nie było nas stać na zakup). Nigdy nie dowiedziałabym się, że są ludzie, którzy zajmują się tym od lat, zawodowo i z pasją. Nigdy nie zrobiłabym szafki z kartonu ani tym bardziej szafy, z których jestem bardzo dumna i które bardzo dobrze nam służą. W końcu nigdy nie założyłabym tego bloga, który tyle mi daje. Bo stawia przede mną kolejne wyzwania, jakim jest ogarnięcie domu, dziecka (a już zaraz dwójki maluchów) i jeszcze bloga, uczenie się systematyczności, planowania. Nie miałabym takiej motywacji do tego, żeby uczyć się szyć (zamiast kupować), żeby tworzyć z niczego. A tu proszę, mam poczucie, że jednak się rozwijam :). 
Ale gdybym jednak miała te 100 tys. zł… 😉
Jestem ciekawa, jak Wy byście wykorzystali taką kwotę? Na szaleństwa, podróż marzeń? Czy raczej zdroworozsądkowo, nawet za cenę odłożenia realizacji marzeń na jeszcze trochę?