Aniołek (*)…

by Kamila Twardokus
Na blogu nieoczekiwanie długa przerwa. Dużo się w tym czasie wydarzyło, dużo zmieniło…
Pisząc ostatniego posta, wiedziałam już, że nasza rodzina powiększyła się o nowego maluszka, który rósł pod moim sercem. Organizm zaczął domagać się regularnego, długiego snu, więc wieczorami zamiast robić szafę po prostu szłam spać. Niewiele byłam w stanie zrobić w domu w ciągu dnia.
Potem zaczął się okres przygotowań do Świąt. Ponieważ miałam dużo pomysłów do zrealizowania, a mało sił i czasu, jaki zostawał mi poza spaniem, grudzień upłynął pod znakiem Świąt.
Nowy Rok przyniósł niestety smutne wieści… Serduszko malucha biło bardzo słabo, kilka razy zbyt wolno. Lek, kilka dni czekania na ostateczną diagnozę. Niestety, nie udało się… Maluszek żył ok. 9 tygodni, na początku 2014 roku znalazł się w niebie.
Ostatnie 2 tygodnie były trudne. Oczekiwanie w domu na to co nieuchronne, a przy tym strach – o mnie, strach przed komplikacjami. Zaczęłam nawet robić nowy mebelek – szafkę na buty – byle zająć czymś ręce, a przede wszystkim umysł.
Ostatnie dni spędziłam w szpitalu. Wczoraj mogłam pożegnać się z maluszkiem, który urodził się długo po swojej śmierci. Ciemne oczka, malutkie rączki…
Teraz zaczyna się czas żałoby, przed nami pochówek. Świat wokoło żyje dalej, sprawy lecą swoim torem, z którego ja czuję się trochę wytrącona. Jakiś czas pozostanę na uboczu. Pomysły i materiały muszą poczekać… Potem jednak chcę zabrać się za nie z powrotem… Chyba że staną się moim trzecim terapeutą – poza Wspierającym Mężem i starszą pociechą…
2 komentarze
0

You may also like