Zabawa w bałwanka – czyli szlifowanie gipsu

by Kamila Twardokus

Prace nad komódką posuwają się do przodu. Pokryta kilkoma warstwami gipsu szpachlowego nabrała słusznej wagi, a dzięki temu stabilności, i jest chyba równiejsza. Piszę „chyba”, bo na etapie malowania wyjdą niedociągnięcia. 

Szlifowanie gipsu przypomina zabawę w Panią Zimę – podłoga dookoła robi się coraz bielsza, a szansa na zmianę w żywego bałwanka jest dość realna. Ponieważ przy nakładaniu gipsu nie starałam się doprowadzić go do idealnej gładkości, stwierdzając, że „najwyżej się zeszlifuje”, to zaśnieżanie pokoju trwało dość długo, ok. 2 h – tak mi się przynajmniej wydaje :). 
Następnie okleiłam brzegi i rogi taśmą z klejem na mokro, która z kolei znów szlifowałam – tak aby granica taśmy nie była wyczuwalna ani widoczna po pokryciu kolejnymi warstwami. 
I tak to pokrótce wyglądało (przepraszam za tło, ale Przyszła Pomocnica chodziła obok i nie mogłam za bardzo wybrzydzać, jeśli chodzi o ustawienie): 

 Widok z góry – wbrew temu, jak to wygląda, powierzchnia w dotyku jest gładka i równa. Linia pośrodku to zagięcie kartonu, na które nałożyłam kilka warstwa gipsu, żeby zniwelować wgłębienie.

 Po oklejeniu brzegów taśmą. Na dole z lewej strony jest już lekko przeszlifowane, co widać po zabieleniu taśmy i lekkim rozmyciu granicy.

2 komentarze
0

You may also like